Rondo jest nową marką z północnej Polski, która weszła na rynek rowerami typu ‘gravel’. Mieliśmy ostatnio okazję przetestować ich model Ruut AL. Wyruszyliśmy w Pieniny.

Tekst i zdjęcia Maxa Burgess.

Rondo Ruut jest dostępny w trzech różnych wersjach; karbonowej, stalowej i aluminiowej. Każda z nich wygląda trochę inaczej, co podyktowane jest materiałem z jakiego jest wykonana. Najbardziej zwracające uwagę są karbonowe ramy wersji CF1 i CF2. Zastosowano w nich nietypowe „łamane” prowadzenie górnej rury, co umożliwiło przedefiniowanie elementu łączenia górnych rurek tylnego trójkąta z rurą podsiodłową.

Wspólnym elementem modeli jest innowacyjny przedni widelec. Dzięki zastosowaniu ruchomego owalnego bloku w miejscu montażu sztywnej osi, możemy uzyskać dwa różne ustawienia geometrii roweru. Rondo nazywają to “Vario Geo”. Odwracając blok, zmieniamy charakterystykę prowadzenia roweru, obniżamy przód, suport wędruje trochę niżej i bliżej przedniej osi.

Ruut to rower, który potwierdza jak bardzo potrafi zmieniać się szosówka i do czego tak naprawdę może być zdolna w trudnym terenie. Rejon Pienin, który wybraliśmy do testów, dostarczył nam wystarczająco dużo wyzwań; od asfaltowych podjazdów czy długich odcinków szutrowych aż po single tracki.

Rower spisał się znakomicie zarówno na asfalcie, żywo reagując na ruchy kierownicą, najprawdopodobniej ze względu na krótki tylny trójkąt oraz na szutrze, gdzie prowadził się stabilne i pewnie.

 

Podobnie jak większość rowerów tej kategorii, Ruut stworzony został do naprawdę brudnej jazdy. Zaraz przed szczytem Magurki, miał przeżyć swój pierwszy chrzest; zwykłe żwirowe podjazdy zaczęły powoli przechodzić w liczne sekcje opływających błotem single tracków. Myślę, że niejeden zapaleniec MTB byłby w tym momencie pod dużym wrażeniem.

Szlak prowadzący grzbietem wzniesienia dostarczał na przemian niesamowitych widoków, wymarzonego wręcz dla tej maszyny szutru, a także dodatkowych nieplanowanych niespodzianek błotnych.

 

Przerwa na jedzenie była idealnym momentem na dokładniejsze sprawdzenie oferty modelu Ruut. Przedział cenowy rozciąga się od 3699 euro za najwyższy w klasie model karbonowy, aż do 1899 euro w wersji aluminiowej, którą testowaliśmy. Należałoby także dodać, że w tej cenie nasz model Ruut AL wyposażony był w całkiem niezły osprzęt. Większość podzespołów takich jak kierownica, mostek, a nawet piasty i obręcze to aluminiowe elementy sygnowane logiem Rondo. Zwieńczeniem sztycy Easton’a EA50 jest wygodne siodełko Fabric Scoop.

Napęd typu 1×11 przyjął postać najniższej grupy Sram, Apex 1. Przednia zębatka z 40 zębami zaprzęgnięta z kasetą o rozpiętości 11-42 oferuje szeroki zakres przełożeń gotowych nawet na najbardziej strome podjazdy. O ile działanie tego zestawu nie jest aż tak płynne jak w przypadku wyższej grupy Force 1, Apex sprawował się wystarczająco dobrze na naszej trasie.

Opony Panaracer Gravel King 40mm to świetny wybór, który pozwala na spokojną jazdę na asfalcie oraz dużą przyczepność na szutrach. W warunkach błotnych single tracków opony nie radziły sobie najlepiej, jednak nawet niektóre gumy MTB mogłyby mieć tam problem. Na trudniejsze warunki, lepsze byłyby pewnie koła 650b wraz z oponami RoadPlus, takimi jak na przykład WTB Horizon 47mm lub nawet MTB 2.1, na których przyjęcie rower jest w pełnie przygotowany.

Na ostatniej prostej, totalnie ubłoceni zjechaliśmy ponownie na asfalt i znów nie mogliśmy wyjść z podziwu, jak łatwo Ruut dostosował się do zmiany nawierzchni. Na ratunek naszym rowerom i butom przyszedł strumień i czyści jak gdyby nigdy nic przekroczyliśmy granicę z Polską.